środa, 29 listopada 2017

Wyjątkowy prezent urodzinowy

Prezenty podarowane z serca niosą ze sobą wiele emocji pozostając w naszych wspomnieniach. 
Mam w domu sporą kolekcję rzeczy mi miłych, pamiętając o ludziach, którzy mnie obdarowali.
Łypie słonik wygrawerowany laserem w kryształowej kostce, Tilda uszyta na pierwsze własne mieszkanie. Pierwsze kocham cię wpisane w kształt serca, wycięte z papieru mało wprawną i trzyletnią rączką świeci z lodówki. Pamięć naręcza kwiatów polnych zebranych o północy przez jedynego.
Prezent  urodzinowy na czwartą dekadę otrzymałam niespodziewanie. Ale od początku...





Aleksandra Tyl to autorka powieści obyczajowych i człowiek niezwykły. Jest pogodną i ciepłą osobą o romantycznej  naturze. Docenia piękno małych rzeczy patrząc na nie z właściwej strony.

Kiedyś zdarzyło mi się sprezentować Pani Oli kryształową mandalę. Lubię czytać jej powieści, odpoczywam przy nich i się relaksuję, a na każdą kolejną czekam z wielkim utęsknieniem.
Po "Magicznym lecie" i "Karmelowej jesieni" wydanymi rok i dwa lata temu  przyszła pora na "Anielską zimę", w świątecznym klimacie, idealną w tym okresie.


Tak, tak już zdążam do sedna i niezwykłego prezentu jakim zostałam obdarowana.

Czytałam "Anielską zimę" od momentu wzięcia jej w ręce, z księgarni doszłam nieobecna do domu, na kanapie z wielkim kubkiem kawy straciłam już kompletnie poczucie czasu i ostatecznie pochłonęłam książkę do ostatniej litery. A na końcu niespodzianka, w którą nie mogłam uwierzyć.

 Za pozwoleniem cytuję fragment:

Marianna przymierzyła srebrzysty wisior, bransoletkę i kolczyki mieniące się na niebiesko. Nie mogła się powstrzymać, żeby nie przyłożyć do siebie także broszki, a potem kolejnego wisiorka. Trudno było jej się zdecydować. Wreszcie po długim namyśle wybrała opalizujący wisior i trzy pary kolczyków.
– Świetnie! – Olga niemal podskoczyła. Spojrzała na Alicję wymownie. Wygrała zakład. Odwróciła wzrok, żeby nie ujrzeć, jak szefowa usiłuje oczami powiedzieć „To się nie liczy”.
– Zapakuję. – Wzięła od Marianny błyskotki i poszła do lady. – A pani niech sobie jeszcze poogląda – dodała wesoło.
Marianna nie potrzebowała większej zachęty. Uniosła jeden z pierścieni, by obejrzeć go pod światło.
– Cudo! – ekscytowała się. – Cudo, po prostu. Jak to jest wykonane? – Przybliżyła do oczu błyskotkę.
– Ręczna robota – powiedziała Alicja. Cieszyła się, że przyjaciółce także się podoba. Sama wybierała artystkę, z którą podjęła współpracę.– Nie byle kto. Izabella Żurawska. Wicemistrzyni Polski w tej dziedzinie. Na razie mam tylko jej biżuterię, na próbę. Może w przyszłości rozszerzę
ofertę o innych…
– Świetnie, to może być dobry trop. Powoli, małymi kroczkami, kobiety zaczną przychodzić, zobaczysz.
– Żartujesz? To schodzi jak woda – jęknęła Alicja. – Sprzedałyśmy przez tydzień chyba z osiem bransoletek  i dwa wisiorki.

Dodatkowo na spotkaniu z Autorką na Targach Książki w Krakowie otrzymałam cudowny autograf.

Z całego serca dziękuję Pani Oli za piękny prezent, za pamięć o mnie i moich urodzinach, a wszystkim polecam zapoznanie się z jej twórczością <3

wtorek, 29 listopada 2016

Zimne ognie

Żar ulubionego kamienia - labradorytu, magia światła i warstwy minerałów ukrytych pod powierzchnią. Niekiedy pałające gorącym złotem, a czasem mroźnym błękitem zimowego poranka.
Prezentowane prace zbierane były z ostatniej połowy roku, ze względu na życiowe zawirowania czekały długo na sfotografowanie :)
Medytacyjnie powracam do tematów wcześniejszych, utrwalając małą formę.











piątek, 29 kwietnia 2016

Wiosna w kolorach zimy

Zimno, zimno i ciągle zimno. Mieszkanie blisko morza jest atrakcyjne, ale latem. Resztę pór roku wieje i jest smętnie. Taki mamy tu klimat:)
Jednak na przekór temu duciu, pojawiła się wiosna, zachłannie zawładnęła każdym kawałeczkiem przestrzeni. Magnolie, forsycje, parasolowate liście kasztanowców i ten zapach....
Ostatnie parę lat pracowałam z koralikami, tej pasji podporządkowałam wszystko. Od paru miesięcy życiem rządzi drugie K. Książki. Jeszcze nie znalazłam w nich równowagi, dlatego posty są strasznie rzadko. Jednak, mimo to, nadal po pracy zasiadam do szycia. Przesypuję, układam, dobieram nowe kolory, obserwuję nowości. Udało mi się nawet zrobić dwa tutoriale, skończyć kolię na konkurs, uszyć kilkanaście drobiazgów i jeszcze żyć :)
Dzisiaj nawet opublikuję jakieś fotki...
Spinki, odpowiednie dla średniej grubości włosów, takich jak moje właśnie. Zatrzaskowa, metalowa klamra. Lekka i praktyczna.






Pożyczę... czasu od kogoś, godzin z doby. Śpię już 6 godzin i tak okazuje się za dużo :)

piątek, 8 kwietnia 2016

Wywiadów ciąg dalszy


23. marca na antenie Radio Koszalin został wyemitowany wywiad , który przeprowadziła ze mną Grażyna Preder. Trochę informacji o Mistrzostwach Tworzenia Biżuterii i  o mojej koralikowej pasji. Dla mnie przez wielkie K.  W sumie są dwa K. Jedno schowało się w tle.
Kto odsłucha będzie wiedział :) 
Zapraszam.



poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Tutoriale dla Royal-stone

Niedawno na blogu Royal-stone zostały opublikowane moje dwa tutoriale. Zapraszam do skorzystania. Miło mi będzie jeśli zostawicie informację zwrotną. Mam nadzieję, że tutoriale pomogą Wam w tworzeniu :)

Pierwszy na kolczyki w hafcie koralikowym. Blue haze.  Kolczyki w letniej, przyjemnej kolorystyce idealne do dżinsów i codziennych stylizacji. Przy okazji tych kolczyków testowałam podkład firmy Beadsmith. Sami zobaczcie.


Drugi na wisior  w hafcie sutaszowym. Lilla. Gładki sutasz z przedłużeniem koralikowym. Ładnie się prezentuje do długich luźnych bluzek i sukienek.



niedziela, 20 marca 2016

Wywiad dla Głosu Pomorza

W piątek, 4. marca ukazał się w Głosie Pomorza artykuł o mnie, mojej pasji i Mistrzostwach Tworzenia Biżuterii.
Z rozmowy w małej miasteckiej restauracji, przy mocnej, czarnej kawie,  z Andrzejem Gurbą powstał dość długi wywiad.  Zdjęcia mojego i mężowskiego autorstwa:)
Zapraszam do lektury.



piątek, 4 marca 2016

Ranril

Ranril, praca powstała w koncepcji uniwersum Tolkiena, praca, nad którą spędziłam wiele dziesiątek godzin. Uwielbiam mieć wiele czasu, rozsiadać się z koralikami, układać, przesypywać i komponować. Ranril mnie całkowicie pochłonął a godziny mijały niepostrzeżenie. Wybór padł na migoczące złotem labradoryty, muszle abalone, perły Swarovski, piryty, hematyty, lapis lazuli i parę deko najdroższych linii Toho. Tył wykończyłam skórą naturalną.
Kolekcja "Ogień w kamieniu" nadal jest moim numerem jeden, moim artystycznym kręgosłupem. Praca z błękitami i srebrem jednocześnie  mnie energetyzuje i uspokaja. Jednak kończy się zima, kolor wzywa, a w planie kilka nowości. Czasu tylko, czasu potrzeba.
Pozdrawiam Was serdecznie <3